Wolności Skrzydła                          
Wystawa, którą próbuję zrobić przy wydatnej pomocy KW w moim mieszkaniu przy ul. Dietla, gdzie mieszkałam jako dziecko z rodzicami a także w czasie studiów na ASP, kiedy byłam rzeczniczką Studenckiego Komitetu Solidarności i bezpieka robiła mi w nim rewizje a też często czekała na mnie pod domem, żądając pokazania dokumentów, kiedy wracałam do domu -wystawa ma poniekąd patetyczny tytuł: Skrzydła Wolności. Niekoniecznie dlatego, że powstaje w czasie pandemii i wydaje się, że powinna przyczynić się do pokrzepiania serc... czy jednak z tego powodu? kiedy na granicy Ukrainy barbarzyński pokaz siły i manewry rosyjsko-białoruskie stawiają pytanie: wejdą nie wejdą? po deklaracji przywrócenia ZSRR przez miłującego pokój nowego cara Rosji... a teraz napaści zbrojnej na Ukrainę z licznymi aktami zbrodni na ludności cywilnej. Więc straszna wojna... W tej sytuacji kontekst wystawy bardzo się zmienił.
Od długiego czasu próbuję malować obrazy i obrazki poświęcone rozmontowywaniu komunizmu i walce z nim w Polsce a także na Litwie i Ukrainie -przede wszystkim są to portrety ludzi, którzy brali udział w tej walce. Mój podziw dla nich za odwagę, determinację i miłość do Ojczyzny sprawiły, że zaczęłam malować ich twarze. Są w pewnym sensie laurką dla Wolnej Polski. Myślę, że bardzo rzadko się myliłam co do ich prawych, patriotycznych pobudek. Jednak zaczęło się jeszcze za komuny od obrazu "Hierarchia czerwonych", złożonego z 8 prześmiewczych portretów komsomolców, zms-owców i innych czerwonych bohaterów reżimu.
Potem już był namalowany obraz złożony z 19-tu niedużych portretów różnych raczej nieznanych mi osób, malowanych ze zdjęć w gazetach, wśród nich były też dość wierne wizerunki dwojga małych dzieci przyjaciół: Helenki i Antosia. Było też kilka groteskowych portretów i masek, które powstały jeszcze za komuny przed r.1989- obraz ma tytuł ;"Komuna upadła ale czy na pewno chcemy być normalni?"". W tym okresie owstały też dwa duże portrety zbiorowe: Piwnicy pod Baranami pt. "Dezyderata" i Teatru 8 Dnia. Kilku aktorów i muzyka ukochanego Teatru miałam szczęście poznać osobiście a nawet przenocować ich na podłodze w mojej niedużej pracowni plastycznej. Potem zaczęłam równolegle malować trzy cykle portretów: "Niedobitki SKS-u", "Ludzie Solidarności" i "Ludzie Wolnej Polski". Pierwszy cykl rozpoczął portret Anki Szwed- była polonistką, rzeczniczką SKS-u, organizowała w Krakowie NSZZ "Solidarność". Była bardzo dzielna. Co drugi dzień aresztowana na 48 godzin, wielokrotnie wyrzucana z kolejnych wynajmowanych mieszkań. Byłam z Nią zaprzyjaźniona. Odwiedzała mnie w pracowni. Przyszło mi kiedyś do głowy, żeby zrobić Jej portret. Miała do niego pozować-cieszyła się z tego ale już wtedy była bardzo chora. Portret namalowałam w r. 2006 na podstawie zdjęcia, które otrzymałam od Jej męża dopiero po śmierci Ani.
Później udało mi się namalować Józka Barana, organizatora "Solidarności" rolników, który na szczęście mógł mi trochę pozować.(Józek odwiedzał mnie w pracowni jeszcze w czasach, kiedy ukrywał się w stanie wojennym -nawet mi o tym nie powiedział ! czy dla bezpieczeństwa ?). Później namalowałam portrety podwójne Bronisława i Iwony Wildsteinów i Jana i Anny Polkowskich a także portrety Elżbiety Krawczyk -Małej Siostry Jezusa, lekarza chirurga, wspaniałej lekarki duszy i ciała, u której za czasów SKS-u byłam kiedyś w akademiku po bibułę, Małgorzaty Kotarby -współorganizatorki nauczycielskiej NSZZ "Solidarność", która założyła i współprowadzi przebojowe Wydawnictwo "Paganini", Bogusława Beka -współorganizatora nauczycielskiej NSZZ "Solidarność", wieloletniego dyrektora szkoły i gimnazjum, inspektora IPN-u i Krzysztofa Bzdyla, którego bardzo cenię jako polityka KPN-u a miałam okazję poznać na zebraniu SKS-u. Włączyłam do tej grupy prac też "Autoportret w czerwonej pajęczynie", namalowany w czasie kiedy SLD wygrało wybory i portret mojego męża Krzysztofa Włudarskiego, który jest pasjonatem fotografii a w tym fotografii kaczek, o które szczególnie dba. Najpóźniej powstał portret Stanisława Pyjasa, którego niestety już nie poznałam. Z SKS-em, powstałym jako protest przeciw tej strasznej zbrodni PRL-u zamordowania Go przez SB za działalność w KOR, zetknęłam się dopiero rok po Jego śmierci. To Była ciężka decyzja, by podjąć ten portret -byłam pewna, przekraczający moje siły jako zwykłej zjadaczki chleba a też... niepewność umiejętności artystycznych. W r.1996 złożyłam z 30 niedużych portretów wspomnianych wcześniej cykli obraz pt. "Zestrzelmy myśli w jedno ognisko..." (tytuł wymyślił kolega grafik- Przemek Zawadzki). Są to portrety: Korwina Mikke, Aleksandra Halla, Jadwigi Staniszkis, Jerzego Niesiołowskiego, Mariana Krzaklewskiego, Macieja Jankowskiego, Macieja Iłowieckiego, Wiesława Chrzanowskiego, Jana Olszewskiego, Antoniego Macierewicza, Zbigniewa Romaszewskiego, Tomasza Wołka, Adama Strzembosza, Jarosława Kaczyńskiego i Lecha Kaczyńskiego, Jana Parysa, Antoniego Pietrzyka, Wiesława Walendziaka, Jerzego Rulewskiego, Adama Michnika, Jacka Kuronia, Tadeusza Mazowieckiego, Gabriela Janowskiego, Lecha Wałęsy, Leszka Moczulskiego, Ryszarda Bugaja, Dariusza Fikusa, Zbigniewa Brzezińskiego i Władysława Bartoszewskiego. Po latach na trzech portretach przyszło mi domalować czerwone znaki zapytania, a przecież po upadku PRL wszystkich portretowanych uważałam za świętych polskiej Wolności. W ramach wspomnianych powyżej cykli namalowałam też kilka pojedynczych osób bardzo drogich dla Polski: Jana Pawła II, księdza Jerzego Popiełuszkę, ojca duchowego SKS-u, wielkiej mądrości i dzielności dominikanina profesora Jana Andrzeja Kłoczowskiego, dominikanina Wojciecha Morawskiego z zaprzyjaźnionej rodziny powstańca warszawskiego.(Jego Mama i siostra opiekowały się mną w szpitalu w Poznaniu), który jest penitencjarzem zwyczajnym Apostolskiego Kolegium Penitencjarzy w bazylice Santa Maria Maggiore w Rzymie. Mieszka obecnie w Rzymie a teraz leży tam poważnie chory po wypadku. Znałam Go jeszcze sprzed czasów kiedy wybrał klasztor.
Namalowałam też kochanych przez Polaków, kontestujących komunę poetów: Stanisława Barańczaka i Zbigniewa Herberta a w tej liczbie wcześniej już wspomniane portrety Jana Polkowskiego z żoną Anną i portret założyciela SKS-u świetnego literata a czasem w pewnym sensie poety Bronisława Wildsteina- publicysty i autora powieści, któremu zawdzięczamy dostęp do bezcennej Listy Wildsteina- Jego portret namalowałam też z żoną Iwoną. Popełniłam też portret bezkompromisowego polityka Janusza Pałubickiego i dopracowałam bardzo dawno zaczęty portret Jerzego Buzka, obecnie posła Parlamentu Europejskiego. Wreszcie porwałam się na portrety rodzinne, może z większym powodzeniem niż wcześniej, bo od dawna je malowałam ale dopiero dwa lata temu odważyłam się zrobić podobiznę mojego dziadka Władysława Martini z żoną babcią Zofią. Dziadek legionista jako inżynier kolejnictwa był naczelnikiem odcinka kolei w okręgu Samborskim, został przez sowietów, kiedy likwidowali polską administrację w 1940 r. wywieziony do Kazachstanu i tam zamęczony. Babcia repatriowała się do Polski i zamieszkała w Krakowie -nad Jej łóżkiem wisiała przywieziona z kresów, pięknie oprawiona Matka Boska Ostrobramska, którą szczególnie pokochałam już jako dziecko. Opowieści Babci Zosi o kresach i działalności tam rodzinnej i Jej własnej były dla mnie b. ciekawe i zabawne ale uczyły też patriotyzmu do bólu. Babcia prowadziła dla pracowników dziadka i ich rodzin czyli tzw rodzin kolejowych działającą sporadycznie w okresie świąt, kuchnię charytatywną na dużą skalę. Wspominała, że kiedyś gdy zrobiono jajecznicę z 60 jaj a jedno z nich było nieświeże -całą jajecznicę trzeba było wyrzucić. W 2021 r. namalowałam portret mojego brata Grzesia. Teksty użyte w obrazie były to cytaty Jego powiedzonek i istotnych wypowiedzi. Brat miał już w szkole niewłaciwy stosunek do obowiązkowego w PRL języka rosyjskiego w efekcie, wyrzucany z klasy przez nauczycieli, stał za drzwiami klasy i nie miał oceny z tego zaszczytnego przedmiotu na świadectwie ukończenia szkoły. To był, sądzę, ewenement w skali kraju ale też wystawiał pyszne świadectwo władzom szkoły, które się poważyły na wystawienie takiego świadectwa. Zdążyłam jeszcze przesłać bratu zdjęcie, ledwo ukończonego portretu, na kilka dni przed Jego odejściem. Pod wpływem ważnych wydarzeń, zwłaszcza dla pogrzebania komuny, malowałam też kompozycje figuralne. Tak powstały obrazy: "Braciom Litwinom" -obraz poświęcony powstaniu na Litwie, i "Zwyciężycie w Imię Boże"- obraz nawiązujący do wizyty Jana Pawła II na Ukrainie i Majdanu a także obraz "Archanioł Michał"- z pokonanym diabłem, też poświęcony Ukrainie. Namalowałam też niedawno "Kobiety Wolności Białorusi". Natomiast w obrazie "Egzamin z Wolności" próbowałam się odnieść do zagrożenia kraju, który Wolność ma na pomniku, kiedy został makabrycznie zaatakowany World Trade Center. Problemom USA zadedykowałam mniej serio również nieduży obrazek "Znikające paski". Polskie problemy podjęły (w moim szczerym mniemaniu) obrazy wielopostaciowe: "Sceny z życia", "Nadzieja na wejście do Europy", "Niepodległość" a także "Czerwony sznureczek" -dotyczy on przerażającej, tragicznej katastrofy, wolałabym jednak pozostawić odbiorcom domysł- jakiej. Natomiast szczególnie szczęśliwe wydarzenie dla Polski- wybory prezydenckie w 2020 r, za których wynik szczerze się modliłam malując- pozwoliłam sobie uczcić wizerunkiem pary prezydenckiej Andrzeja Dudy i Agaty Kornhauser Dudy ale... jako znak czasów pandemii -w maskach. Z pewnym przymrużeniem oka malarza traktuję małe "Aniołki", które od wielu lat maluję na każde Święta Bożego Narodzenia, za namową już wcześniej wspomnianej przyjaciółki Ani Szwed-Śniadowskiej. Ostatnio aniołki niosą pewne przesłania polityczne, ważne nie tylko jak myślę, dla nas Polaków a zwykle na skrzydłach niosą kolędę. Myślę też, że w pewnym sensie uniwersalne są także nieduże wizerunki tzw. Złotówczaka pt. "Zostań" i Euraka pt. "Obieżyświat", mających na oczach odnośne monety.
Kraków,   02 . 2022
Zrealizowano w ramach
stypendium Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego